Czy chciałbyś pracować u Mirandy Prestley?

zdjęcie interia.pl

zdjęcie interia.pl

Cieszący się dużą popularnością film „Diabeł ubiera się u Prady” z niezapomnianą rolą Meryl Streep (jako Miranda Prestley) to dobra okazja, aby zastanowić się dlaczego byli, są i będą szefowie tacy jak Miranda i na dodatek zawsze znajdą się kandydaci do pracy na stanowisko jej asystentki.

Co takiego jest magicznego, co przyciąga do pracy kandydatów. Czy jest to renoma najbardziej wpływowego miesięcznika w świecie mody? A może fakt posiadania niekwestionowanej władzy w świecie mody, Miranda Prestley na łamach swojego miesięcznika kształtuje gusty milionów konsumentów i decyduje o losie i pozycji projektantów mody. Bycie asystentem tak wpływowej osoby wiążę się z władzą, jaką jest bycie w kręgu najważniejszych osób na świecie. A może jednak chodzi o pozafinansowe dodatki w postaci najbardziej pożądanych ubrań i akcesoriów, które są przesyłane do redakcji, a tam rozdzielane wśród pracowników, oczywiście według klucza ważności. A może po prostu liczy się pozycja w życiorysie, która otwiera drzwi do kolejnych pracodawców zainteresowanych zatrudnieniem doświadczonych i sprawdzonych w boju asystentów? A może dzisiejsza asystentka chce w przyszłości stworzyć własny biznes w świecie mody?

Jedno jest pewne. Praca asystentki wiążę się z korzyściami. Choć każdy kandydat inaczej te korzyści oceni.

Czy taka praca ma jakieś wady? Tak. Z pewnością wiąże się ze stresem. Wszystkie polecenia są do wykonania na już, a lakoniczność wypowiedzi szefowej niewątpliwie bardziej przypomina rozwiązywanie łamigłówek lub zgadywanie z fusów. Ponadto wszyscy boją się Mirandy, a jej pojawienie się na chodniku przed wejściem do budynku przekazywane jest wszystkim pracownikom jak alarm bojowy. Co ciekawe Miranda nie podnosi głosu, nie krzyczy, nie używa brzydkich słów, a jednak wszyscy się jej boją. Wystarczy grymas, świdrujące spojrzenie, niedopowiedziane zdanie – jednym słowem mowa ciała, by doskonale przekazać innym swoją opinię.

Będąc asystentką Mirandy trzeba mieć zawsze porządek na biurku, a najlepiej mieć jak najmniej rzeczy na biurku w ogóle. Nie może tam znaleźć się kubek z kawą i talerze z drugim śniadaniem, bo Miranda biurko asystentki traktuje jak szatnię. Wystarczy jedna lekcja, a każda asystentka wie, że porządek musi być.

Trzeba też pozbyć się jakichkolwiek złudzeń co do utrzymania równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Wynalazek taki jak telefon komórkowy to smycz, na której  przywiązana jest asystentka do swojej szefowej. A polecenia Mirandy dotyczą zarówno pracy (spotkania, telefony) jak i życia osobistego (kopia książki o Harrym Poterze dla córek Mirandy).

Skoro zatem praca asystentki Mirandy ma aż tak wiele wad, to dlaczego tak wiele kandydatek marzy o niej? Ponieważ otwiera drzwi do świata mody i każdy kto marzy, aby się w nim znaleźć (jako projektant, dziennikarz, fotograf, człowiek biznesu modowego) zrobi wszystko, aby z tej szansy skorzystać.

Ponieważ na tym blogu piszę o marce pracodawcy, spróbuję podsumować jak mógłby wyglądać  kontrakt psychologiczny tejże pracodawczyni.

 

Czego Miranda oczekuje od asystentki? Co Miranda oferuje?
·         Wypełniania jej poleceń w sposób precyzyjny, na czas

·         Bycia dyspozycyjną non-stop, zapomnieć o własnym życiu prywatnym i własnych ambicjach

·         Asystentka powinna wykazywać się dużą motywację wewnętrzną do pracy w trudnych warunkach związanych ze stresem

·         Bycia w cieniu szefowej, nie inicjowania rozmów nie będąc pytaną

 

·         Pot, krew i łzy, czyli ciężką pracę każdego dnia, także w niedziele i w święta

·         Dostąpienie łaski przebywania z Mirandą

·         Benefity pozapłacowe, czyli najmodniejsze ubrania i akcesoria

·         Poznanie kto się liczy w branży modowej, zdobycie kontaktu do tych osób

·         Uczestnictwo w prestiżowych wydarzeniach świata mody, także zagranicznych

·         Szybką i skuteczną kurację odchudzającą, związaną z aktywnym trybem życia

Miranda nie jest wytworem wyobraźni  Lauren Weisberger, jej cząstkę widzę w kilku szefach i szefowych, z którymi pracowałam. To co jednak wyróżniało ich od Mirandy, niestety na niekorzyść,  to złośliwy i groźny dla otoczenia sposób obcowania, objawiający się krzykiem połączonym z tupaniem czy rzucaniem czym popadnie w rozmówcę (także segregatorami, nożyczkami). Wszystkim, którzy poszukują pracy lub już pracują życzę, aby na własne potrzeby zrobili tabelkę, i zastanowili się jak wygląda lub może wyglądać ich kontrakt psychologiczny.

A zainteresowanych tematem odsyłam do mojej książki „Employer branding. Marka pracodawcy w praktyce” do str. 122-130.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: